Przejdź na stronę główną Interia.pl

Maryla Rodowicz jest bardzo samotna. Odnowiła znajomość z bratem

Niełatwo jest być bratem Maryli Rodowicz. Ciągłe pytania o sławną siostrę, prośby o jej autografy i czekanie na to, aż między koncertami będzie miała wolną chwilę, by się spotkać. Takie niestety są uroki posiadania znanego rodzeństwa. Jerzy Rodowicz - rodzony starszy brat Maryli - cieszy się z każdej chwili spędzonej z siostrą.

Od śmierci mamy, Janiny Krasuckiej, widuje się z Marylą znacznie częściej i bardzo cenił sobie to, że siostra mimo nawału obowiązków zawodowych stanęła na wysokości zadania i osobiście pielęgnowała mamę w chorobie.

Reklama

Po pogrzebie wspólnie porządkowali mieszkanie mamy we Włocławku i pamiątki po niej. Nie było też między nimi kłótni o nieruchomość, którą rodzicielka przepisała na Jerzego. Maryla, która nie raz wspierała finansowo brata, poparła decyzję matki. Obiecała też sobie, że w 2018 roku spędzi z bratem więcej czasu, i że nadrobią zaległości, które narosły przez lata...

Nowy rok piosenkarka postanowiła zacząć od wizyty w rodzinnym Wilnie. Zależało jej, by Jerzy pojechał razem z nią. 19 stycznia Rodowicz da wielki show w sali Compensa w Wilnie. Choć to nie ona, tylko brat urodził się w tym mieście, Maryla mówi i pisze o nim tak: "Jestem stuprocentowym Wilniukiem. Wilno mam po prostu we krwi. Stąd pochodziła moja mama i tata, który wykładał na Uniwersytecie Stefana Batorego. Dziadkowie mieli aptekę Pod Łabędziem, koło Ostrej Bramy. Urodziłam się już w Polsce, ale w mojej rodzinie tyle się zawsze mówiło o Wilnie, że gdy przyjechałam tu po raz pierwszy w 1984 roku, nie potrzebowałam mapy czy przewodnika. Po prostu znałam to miasto i jego uliczki z opowiadań rodziny".

Artystka nie raz już była w Wilnie. W 2009 roku "Życie na Gorąco" towarzyszyło jej nawet podczas zjazdu rodziny Rodowiczów i odsłony obrazu św. Dydaka w kościele Bernardynów, którego renowację ufundowała cała familia. To właśnie wtedy Maryla nawiązała serdeczną więź z krewnym Zilvinasem Radaviciusem (litewska wersja nazwiska Rodowicz) - historykiem, działaczem społecznym, nauczycielem i biografem rodu.

- Cieszę się, że Maryla znów do nas zawita. Z przyjemnością zobaczę jej koncert i spotkam się z Jerzym - mówi tygodnikowi Zilvinas.

W kolekcji pamiątek rodowych historyka znajduje się list pisany ręką mamy Maryli. Pani Janina opisała w nim swoje wspomnienia z Wilna: ślub w wieku 17 lat z Wiktorem Rodowiczem, wykładowcą uniwersyteckim i synem właścicieli apteki Pod Łabędziem, narodziny Jerzego, aresztowanie przez Rosjan i ucieczkę z Litwy do Zielonej Góry na Ziemie Odzyskane, gdzie na świat przyszła potem Maryla.

W Zielonej Górze Wiktor Rodowicz założył gimnazjum i księgarnię, był szanowanym obywatelem miasta do momentu aresztowania i wtrącenia do więzienia. Maryla Rodowicz wspomniała kiedyś, że był to efekt czystek stalinowskich, które zrujnowały życie całej rodziny. Rodowiczowie stracili nawet mieszkanie, a mama piosenkarki znalazła pracę dopiero we Włocławku!

Po wyjściu z więzienia Wiktor Rodowicz był wrakiem człowieka, władze komunistyczne dbały o to, by nie znalazł pracy. Rozwiódł się z żoną i zabrał do siebie Jerzego. Drogi rodzeństwa rozeszły się na długie lata i dopiero w dorosłym życiu zaczęli mieć ze sobą lepszy kontakt.

Co ciekawe, najbardziej łączy ich właśnie Wilno i rodzinne opowieści...

- Gościłem u siebie Jerzego dwa razy. Pokazałem mu miasto, zabrałem na daczę, pojechaliśmy do Trok. Piekliśmy nawet szaszłyki nad jeziorem. Widziałem, że był wzruszony i cieszył się z tej wyprawy. Chciałbym, żeby i Maryla znalazła trochę czasu na takie zwykłe spotkanie. Jestem pewien, że sprawiłoby jej wiele radości - mówi Zilvinas Radavicius.

Są duże szanse na to, że Maryla skorzysta z zaproszenia. Po ostatnich zawirowaniach w życiu osobistym szanuje czas spędzany z bliskimi. Nie luksusy, ale właśnie takie szczere gesty są dla niej bardzo ważne. Nie wszystko umiera, czego dotyka śmierć - takie przesłanie od wieków towarzyszy tym, którzy pochodzą z rodu Rodowiczów herbu Rudnica.

- Chcę, żeby Maryla o tym pamiętała i nie zapomniała, że stoją za nią krewni - mówi Zilvinas. Historyk marzy o tym, by w 2018 roku zorganizować w Polsce wielki zlot rodziny i może uda mu się namówić Marylę na to, by odbył się w Konstancinie?

***

Zobacz więcej materiałów:

Dowiedz się więcej na temat: Maryla Rodowicz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje