Przejdź na stronę główną Interia.pl

Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski: Ten romans wiele ich kosztował! Emocje sięgały zenitu

Romans Daniela Olbrychskiego (72 l.) i Maryli Rodowicz (71 l.) był jak z filmu. Nie brakowało zazdrości i porywów namiętności.

Młodzi, piękni, popularni i ambitni. Sięgali w życiu po to, co chcieli i zawsze otrzymywali. On miał już na koncie rolę Azji Tuhaj-Bejowicza w Panu Wołodyjowskim. Wzdychały do niego nie tylko nastolatki, ale też ich matki i babcie! Ona święciła triumfy na festiwalach piosenki w Sopocie, Opolu, Zielonej Górze... Świat stał przed nimi otworem, gdy w 1973 roku spotkali się na jednym z bankietów przygotowanych przez organizatorów koncertu Maryli, Od razu wpadli sobie w oko, co nie uszło uwagi ani członków zespołu piosenkarki, ani jej menadżera.

Reklama

To on zresztą wpadł na pomysł, by poprosić Daniela Olbrychskiego o drobną przysługę. Aktor miał występować za parę dni w Olsztynie, gdzie czekał nowiusieńki samochód zbudzający zachwyt każdego przechodnia. Artystka spełniła swoją zachciankę i kupiła sobie czerwone porsche 914. Takie auto w PRL wzbudzało niewyobrażalną sensację! I on nie mógł zostać obojętny. Przecież do tej pory jeździł wyłącznie przydziałowymi maluchami.

Kiedy poproszony przez menadżera Maryli o dostarczenie go, usiadł za kierownicą tego cuda, zwariował. Pedał gazu powędrował do podłogi, artysta pędził powiatowymi drogami i myślał o... właścicielce porsche. Uwiodła go nie tylko jej uroda, ale też fantazja. Wiedział, że z kobietą, która sprawia sobie takie auto, nie ma mowy o nudzie. Wysiadając z luksusowego samochodu, zostawił w nim karteczkę, na której napisał: Jestem trochę fetyszystą i na razie tulę się do kierownicy.

Wiedział, że na taką zaczepkę będzie musiała zareagować. Mógł spokojnie wrócić do domu, w którym czekała na niego żona, aktorka Monika Dzienisiewicz i mały synek Rafał. Wszystko jednak potoczyło się inaczej. Daniel zaprosił Marylę do teatru na Hamleta, którego grał. Sekretne spotkania zaczęły się wymykać spod kontroli.

W końcu żona aktora powiedziała stanowczo: Ja lub ona! Ale żeby utrzymać w klinczu gotowego na wszystko męża, dodała, że nie ma mowy o rozwodzie dopóki Daniel widuje się z tą panią. To były słowa, a dla niego ważne było, by zobaczyć Marylę! Tego samego dnia przeprowadził się do mieszkania wynajmowanego przez nią przy alei Szucha.

I zaczęło się szaleństwo: koncerty Maryli, jego spektakle i filmy, a po nich całonocne bankiety. Co chciała, to robił. Wskakiwali na konie i przez dwa dni wierzchem jechali z Warszawy do Drohiczyna, rodzinnego miasteczka Olbrychskiego. Żeby Maryla mogła poznać jego bliskich. Cwałowali 120 kilometrów w jedną stronę przez pola i lasy, spali na sianie, jedli w przydrożnych knajpach, racząc się zupą i wódką. Konie czekały obok, przywiązane do przystanku PKS.

Chwile zlewały się w jedna wielką przygodę, aż okazało się, że Maryla jest w ciąży. Po zaskoczeniu ogromnie cieszyli się na dziecko. Daniel obiecał, że jakimś cudem zdobędzie w końcu rozwód i stworzą prawdziwą rodzinę. Po jednym z koncertów Maryla nagle poczuła się gorzej i wylądowała w szpitalu. Okazało się, że poroniła. 

Daniel był zrozpaczony, ale starał się tego nie okazywać. Próbowali nie myśleć o tym, co się stało. Powrót do poprzedniego stylu życia nie przyniósł ukojenia. Coś między nimi pękło... On nie chciał, by ona tyle występowała. Miał dość powrotów do mieszkania, w którym nikt na niego nie czekał. Postawił sprawę jasno: ma przerwać koncertowanie, a on w tym czasie zagra w paru filmach. 

I tak daliby radę się utrzymać bez większych poświęceń. Takie postawienie sprawy poirytowało Marylę, poczuła się ograniczana. Szczególnie, że cała litania wymówek posypała się na jej głowę późno w nocy, kiedy wróciła zmęczona z długiej trasy. Była wściekła, bo liczyła na dobrą kolację, a nie na wybuch zazdrości.

Trzasnęła drzwiami i pojechała na Mokotów, do domu przyjaciela, który był pośrednikiem w handlu samochodami. Daniel Olbrychski przeczuwał, co się święci. Już wcześniej dochodziły do niego plotki. Nie do końca w nie wierzył, ale mówiono, że Maryla wpadła w oko zwanemu czerwonym księciem Andrzejowi Jaroszewiczowi, synowi ówczesnego premiera.

Zadzwonił na Mokotów, poprosił Marylę do telefonu. Gdy podeszła, oświadczył jej, że ma w ciągu 10 minut pojawić się przed willą, bo po nią jedzie. Gdy przed słynną willą zatrzymał swojego malucha, Maryli nie było! Zawrzała w nim krew. Przeskoczył okalający dom mur i wtargnął do środka.

Przy stole siedziała ukochana, a obok czerwony książę. Nie namyślając się, zacisnął dłoń w pięść. Absztyfikant Maryli runął na ziemię z krzesła. Wtedy ona wstała i oświadczyła, iż Daniel ma natychmiast wyprowadzić się z jej mieszkania. I choć po powrocie do domu zmieniła zdanie, było za późno. Skarpetki wylądowały w walizce z innymi rzeczami aktora, który powlókł się w stronę najbliższego hotelu...

***

Zobacz więcej:

Dowiedz się więcej na temat: Daniel Olbrychski | Maryla Rodowicz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje