Reklama
Reklama

Kinga Preis zarobiła na reklamie fortunę: cieszę się, że producenci nie wzięli plastikowej lali!

Kinga Preis (45 l.) za udział w reklamie zgarnęła tyle kasy, że trzy razy sprawdzała konto, by się upewnić, czy faktycznie stała się posiadaczką takiej fortuny. "Była to suma, jakiej nigdy dotąd nie widziałam" - wyznała. Pieniędzy wpłynęło tyle, że od ręki mogła kupić dom. Niedawno aktorka wzięła udział w kolejnej kampanii reklamowej!

Od jakiegoś czasu wygląda pani zjawiskowo. Czego to zasługa? Geny?

Kinga Preis: - Nie przeszłam jakiejś nagłej metamorfozy. To, jak wyglądam, jest po prostu konsekwencją moich wyborów - zarówno życiowych, jak i zawodowych. Jeżeli nie podejmuję wyzwań aktorskich, staram się dbać o siebie. Ale pacykowanie się to nie moja bajka. Zabiegi kosmetyczne mają mi pomóc, ale nie mogą o mnie stanowić i zajmować całego dnia.

Rozumiem, że pani nie zamierza odmładzać się w miarę upływu lat.

- Zdecydowanie nie. Kobiety chcą wyglądać młodziej, ale zabiegi, którym się poddają, sprawiają, że wyglądają... inaczej. To naprawdę straszne, że zadają sobie ból i godzą się na cierpienie, zapominając, że nie cofną czasu, tylko zmienią swoje rysy. Ja lubię siebie i lubię żyć w zgodzie ze sobą. Nie chciałabym cofnąć się w czasie. Choćby dlatego, że teraz dbam o siebie bardziej niż kiedyś. Uważam, że piękno jest sprawą bardzo wewnętrzną, emanuje przez oczy, skórę, twarz. No i poza wszystkim w moim zawodzie pracuję twarzą, nie mogę więc sobie odejmować zmarszczek.

Reklama

Pani zawód wbrew pozorom urodzie raczej nie służy.

- Dzień pracy aktora oznacza kilkanaście godzin w pełnym makijażu. Charakteryzacja też jest dla nas bezlitosna, doświadczam na swej twarzy różnych praktyk. Na przykład do roli w filmie Wojtka Smarzowskiego "Pod Mocnym Aniołem" zrobiono mi odlew twarzy, by stworzyć zniekształcenia, złamany nos i podbite oko. Oczywiście obecnie robi się to w bardzo profesjonalny sposób, ale ja w takiej charakteryzacji spędzam nawet dwanaście, piętnaście godzin. Czasami mam wrażenie, że już tak mi zostanie na zawsze.

Mimo to mówi pani o swej pracy z szerokim uśmiechem na twarzy.

- Uśmiech jest podyktowany tym, z jakimi ludźmi się spotykam, na kogo trafiam na swojej drodze. Mam to szczęście, że pracuję z ludźmi, którzy inspirują mnie energią, chęcią poszukiwania. Kino i teatr to pasja mojego życia. Zawsze idę do pracy z ogromną przyjemnością, zawsze cieszę się na myśl o niej, nawet jeśli wiem, że spędzę przed kamerą wiele godzin. W ogóle nie czuję się tym zmęczona.

Ostatnio pani praca to również udział w kampanii reklamowej pewnej firmy kosmetycznej. Udziałem w reklamie zaskoczyła pani wielu swych sympatyków.

- Długo nie występowałam w reklamach, bo uważam, że człowiek, któremu powierza się takie zadanie, musi coś sobą reprezentować, żeby wynajmująca go firma mogła na tym skorzystać i żeby ludzie mu zaufali. Bardzo się cieszę, że fakt, że nie robię ze sobą ani ze swoją kobiecością niczego, co można by mi zarzucić, sprawił, że firma się mną zainteresowała. Cenię to, że nie poszli drogą na skróty, nie wzięli plastikowej lali, która kłamie swoim wizerunkiem. Jestem osobą, po której widać upływ czasu, ale która absolutnie się tego nie wstydzi.

Tak z ręką na sercu: testuje pani te kosmetyki na własnej skórze?

- Oczywiście. Stosuję je od wielu miesięcy i bardzo mi służą, także dlatego zdecydowałam się na tę reklamę. Nie podjęłabym się współpracy z producentem produktu, którego nie lubię.

Proszę nam zatem zdradzić, co zawsze nosi pani w swojej kosmetyczce?

- Tutaj jest problem, bowiem gdyby prześwietlić moją kosmetyczkę na wylot, okaże się, że niewiele by się tam znalazło. Nigdy nie jest ona duża. Ale najważniejszy jest w niej... chyba zapach.

***

Zobacz więcej materiałów o gwiazdach:

Twoje Imperium
Dowiedz się więcej na temat: Kinga Preis
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama