Przejdź na stronę główną Interia.pl

John Belushi przegrał walkę z narkotykami i alkoholem. Pod koniec życia był ruiną człowieka

John Belushi (+33 l.) był lubianym aktorem komediowym oraz muzykiem. Brał kokainę, LSD, a do tego pił alkohol. Co doprowadziło artystę do takiego uzależnienia?

Ktoś kiedyś powiedział, że komicy to bluesmani, którzy nie potrafią śpiewać. Jedni i drudzy uchodzą za ludzi smutnych, ale John Belushi wydawał się wyjątkiem od reguły. Pod koniec 1978 roku jego show, "Saturday Night Live", stał się najpopularniejszym programem satyrycznym USA, jego film "Menażeria" - najlepiej zarabiającą komedią tamtych czasów, a płyta nagrana w duecie z Danem Aykroydem zyskała podwójną platynę i trafiła na pierwsze miejsce listy "Billboardu". 

Reklama

Już jako młody chłopak postanowił rozśmieszać ludzi. Miał do tego nieprzeciętny talent. W 1971 r. załapał się do komediowego klubu The Second City, trafił na Broadway, a spektakl, w którym grał, nie schodził z afisza przez 10 miesięcy. W tym samym czasie dostał pracę w jednej z nowojorskich stacji radiowych.

Przeprowadzka do artystycznej stolicy Ameryki wydawała się logicznym krokiem. W "Saturday Night Live" zapowiadał wraz z Danem Johnem show eleganccy niczym gangsterzy, zawsze w czarnych okularach i wąziutkich krawatach.

John podbijał publiczność, z równą łatwością wcielając się w samuraja, Henry’ego Kissingera czy Ludwiga van Beethovena. Sukces był niewątpliwy, ale i cena wysoka. Program wymagał stałej gotowości, ostrego umysłu, celnych dowcipów 24 godziny na dobę i Belushiemu coraz trudniej było nadążyć bez "wspomagaczy", branych raz dla pobudzenia, raz dla uspokojenia, i to w coraz większych dawkach.

Na uwagi, że przesadza - nawet jak na standardy show-biznesu - odpowiadał, że nad wszystkim panuje. Jego życie jeszcze przyspieszyło, gdy publiczność zaczęła domagać się, by Blues Brothers zeszli z ekranów na scenę. Belushi zorganizował profesjonalnych muzyków, materializując się od razu na szczytach list przebojów. I zrezygnował z "SNL", zresztą ku uldze reżysera programu, który wyrzucał go dyscyplinarnie i przyjmował z powrotem dziesiątki razy.

Z Aykroydem, który również był komikiem, zdecydowali się wspólnie na karierę filmową. "Menażeria", trzeci i przełomowy film w karierze Belushiego, opowiadała historię bractwa uniwersyteckiego, zrzeszającego największych półgłówków i prymitywów z uczelni.

Nakręcona za marne 2,8 mln dolarów komedia przyniosła 141 mln wpływów, kreując Johna na gwiazdę pierwszego formatu. W podobny sposób zdecydowano o powstaniu filmu "Blues Brothers" - John po prostu stwierdził, że to dobry pomysł, a jego menedżer zadzwonił do szefów Universalu.

"Blues Brothers" stał się hitem i do dziś jest filmem kultowym, także ze względu na problemy z produkcją. Główny - prócz braku scenariusza - stanowił John. Jego nałogi były już wtedy poza wszelką kontrolą. Gdy po raz kolejny spóźniał się na plan, reżyser znalazł go w garderobie za pagórkiem z kokainy, a i tak miał szczęście, bo często Belushiego nie dało się odszukać w ogóle. 

"W budżecie mieliśmy wydatki na kokainę. Wszyscy brali, łącznie ze mną, ale nikt nie przekraczał pewnej miary. Ale John, on to po prostu uwielbiał. Kokaina dawała mu poczucie nadludzkiej mocy"- wyjawił w jednym z wywiadów Dan.

A gdy jakimś cudem jej brakowało, sięgał po inne używki. Trawę i amfetaminę poznał już w liceum, potem doszło LSD, speed i właściwie wszystkie znane człowiekowi uzależniające substancje, razem z tłustym żarciem, słodyczami i wymówkami.

W jednej z nielicznych chwil przytomności aktor zatrudnił "trenera", który miał siłą trzymać go z dala od narkotyków. Tymczasowo zastąpił je alkoholem. Aktor zdawał sobie sprawę z tego, że jeżeli nie poradzi sobie ze swoimi uzależnieniami, to szybko skończy martwy. Nie pomylił się. Zdążył jeszcze wystąpić w dwóch filmach, oba zrobiły klapę.

Świeżym powiewem miał być udział w "Pogromcach duchów", a Sergio Leone chciał, by partnerował Robertowi de Niro w "Dawno temu w Ameryce". W końcu miał też zrealizować projekt marzeń, film według własnego scenariusza, musiał jednak schudnąć 20 kilo i, co najważniejsze, być czysty. 

Tuż przed wyjazdem do Hollywood na początku 1982 r. spędził z Judy i Danem miłe chwile z dala od miasta, udało mu się ograniczyć tylko do piwa i trawki. Potem odleciał do Los Angeles. 5 marca 1982 r. znaleziono go martwego w jego apartamencie.

Leżał nago, nie żył od kilku godzin. Późniejsze śledztwo wykazało, że nad ranem z ostro zakrapianej imprezy przywiozła go do domu przyjaciółka, a wychodząc, zaaplikowała mu zastrzyk z mieszanki heroiny i kokainy, który miał postawić go na nogi.

Dowiedz się więcej na temat: John Belshi

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje