Przejdź na stronę główną Interia.pl

Izabela Skrybant-Dziewiątkowska: Modliłam się, by córka była zdrowa

Izabela Skrybant-Dziewiątkowska (76 l.) ma za sobą wiele trudnych chwil. Mimo to nigdy nie zwątpiła w dobroć Boga. Wciąż powtarza, że kocha życie, a jej radością są dwie wnuczki.

Miała Pani 18 lat, gdy pierwszy raz wyszła za mąż, ale z Januszem rozstaliście się po roku.

Reklama

- Wyglądałam bardzo młodo, wszyscy mówili mi na "ty", a ja chciałam być dorosła. Wtedy poznałam wspaniałego człowieka, starszego ode mnie. Imponował mi, był świetnym kontrabasistą, grał z Ptaszynem Wróblewskim. Oczarowałam go i wzięliśmy ślub. Byłam niedoświadczona. Nie doszło między nami do zbliżenia. Po trzech latach dostaliśmy unieważnienie ślubu kościelnego. Potem przyjaźniłam się z Januszem i jego rodziną.

Była Pani solistką operetki we Wrocławiu i miała wielu adoratorów. Wybrała Pani Zbyszka Dziewiątkowskiego.

- To on mnie wybrał. Gdy mnie zobaczył, powiedział: "Ta dziewczyna musi być w moim zespole i zostać moją żoną". I tak się też stało. Był bardzo mądrym, dobrym człowiekiem, mężem, ojcem i przyjacielem. I świetnym artystą, kompozytorem. Jako mąż rozpieszczał mnie, spełniał każde moje kaprysy.

Długo Państwo czekaliście, by zostać rodzicami. Co pomogło: wiara, medycyna?

- Wszystko razem. Przez pewien czas byłam trochę na bakier z Kościołem. Kiedy miałam wypadek w Stanach Zjednoczonych i musieli amputować mi palce prawej ręki, bardzo rozpaczałam. Równocześnie odczułam to jako znak od samego Boga i napomnienie: "Nie zapominaj o swoich obowiązkach chrześcijańskich". I od tego momentu wszystko w moim życiu dobrze się układa. Spełniają się marzenia,bo się modlę. Dziękuję Bogu i przepraszam.

Jednak pierwsza córka Ania miała poważne problemy. Groźna bakteria, potem rak...

Kiedy się urodziła, w szpitalu szalał gronkowiec. Jedenaścioro dzieci zmarło, tylko dwie dziewczynki przeżyły, w tym moja Ania. Po dwunastu latach córkę zaatakował nowotwór.

Wtedy chciała Pani oddać swoje życie za Anię.

Bardzo cierpiałam. Powiedziałam Bogu: "Zabierz mnie, ale ocal córkę". Dzień przed operacją poszłam do kościoła, do spowiedzi. Po przyjęciu komunii oparłam głowę na rękach. Nagle zobaczyłam postać Boga w obłokach i usłyszałam Jego głos: "Jakbym miał ci zabrać dziecko, zrobiłbym to dwanaście lat temu". A potem spłynął na mnie spokój. Zrozumiałam, że Ania przeżyje. Gdyby to działo się nocą, pomyślałabym, że śnię. Ta wizja wzmocniła moją wiarę. Po wyjściu ze świątyni wierzyłam, że operacja się uda i Ania będzie zdrowa.

Przeżyła Pani kilkanaście wypadków. Myślała Pani, dlaczego Bóg Panią tyle razy ocalił?

Myślę, że chce, żebym coś jeszcze dobrego na świecie zrobiła. Nie chodzi tylko o to, że śpiewem i daję ludziom radość. Może mam nieść dobro także przez działalność charytatywną? Od czasu choroby Ani organizuję koncerty, z których dochód przeznaczam na onkologię dziecięcą. Często też wpłacam pieniądze na różne fundacje. Dzisiaj dostałam podziękowanie od dzieci autystycznych. Wiem, że ja sobie poradzę. Jestem szczęśliwa, że mogę pomagać innym.

Jest coś, co zrobiłaby Pani w życiu inaczej?

Gdybym mogła cofnąć czas, na pewno po urodzeniu Ani nie zostawiłabym jej, mimo najlepszej opieki mojej siostry, i nie wyjechałbym na kontrakt do USA. To była zła decyzja, bo matka, szczególnie w tych pierwszych latach, powinna być z dzieckiem. Nie usłyszałam, gdy córka pierwszy raz powiedziała "mamo". Nie zobaczyłam też pierwszego kroku Ani. Na szczęście potem zrozumiałam swój błąd i Kasię zabierałam już ze sobą wszędzie.

Dziś jest Pani też babcią.

Najszczęśliwszą na świecie. Ania jest najlepszym przykładem, że rak to nie wyrok, że z tej choroby można się wyleczyć, cieszyć się życiem, macierzyństwem! Jeżeli chodzi o mnie, mam rozrusznik serca, ale jestem bardzo aktywna. Gimnastykuję się codziennie, pływam. I cały czas koncertuję, a to wymaga dobrej kondycji. Lekarz, gdy przychodzę na kontrolę, mówi mi: "W pani rozruszniku bateria w ogóle się nie rozładowuje. Pani go doładowuje". Nie narzekam. Cieszę się życiem i myślę pozytywnie, a to daje napęd.

Co dziś dostarcza Pani najwięcej radości?

Moja rodzina. Niedawno po raz drugi zostałam babcią. Jestem dumna z Muzeum Tercetu Egzotycznego otwarte w Lubiniu. Ciągle śpiewam i jestem doceniana. Otrzymałam m.in. Złoty Medal Gloria Artis oraz Milito Pro Christo Walczę dla Chrystusa, polskie odznaczenie kościelne Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego. A w grudniu 2015 roku radość sprawiło mi apostolskie imienne błogosławieństwo od papieża Franciszka.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:

Dowiedz się więcej na temat: Izabela Skrybant-Dziewiątkowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje