Przejdź na stronę główną Interia.pl

Eleni: Każdego dnia myśli o córce

Choć od tragicznej śmierci jedynej córki Eleni (60 l.) minęło już wiele lat, gwiazda myśli o niej każdego dnia. Jakiś czas temu wyznała, że wybaczyła oprawcy. Kiedy wyszedł na wolność, chciała się nawet z nim spotkać...

Gdyby żyła, w tym roku skończyłaby 40 lat. Choć od tragicznej śmierci córki Eleni , Afrodyty Tzoki, minęło już ponad ćwierć wieku, piosenkarka wyznaje, że w jej sercu córka będzie żyła zawsze. - Nadal obchodzę każde jej urodziny, rocznicę śmierci, zastanawiam się, jaka by była, co by robiła, czy miałaby dzieci - mówiła gwiazda w jednym z wywiadów.

Reklama

Afrodyta była jedynym dzieckiem Eleni i jej męża Fotisa Tzokasa. Piosenkarka wychowywała córkę w wielkiej miłości i zrozumieniu. Gdy ta wstępowała w trudny wiek dojrzewania, mama namawiała ją do zwierzeń. - Z Afrodytką bardzo dużo rozmawiałam, powtarzałam, że musi z każdym problemem przychodzić do mnie. Mówiłam: każdy problem, jakikolwiek on będzie, będziemy starać się rozwiązywać razem, nawet jeśli zajdziesz w ciążę, bo różnie to bywa w życiu, to pamiętaj, że z tego też wyjdziemy - wspominała Eleni.

Niestety, nie udało jej się uchronić córkę przed toksycznym związkiem. Afrodyta miała zaledwie 14 lat, gdy związała się z cztery lata starszym Piotrem. Szybko okazało się, że chłopak jest bardzo zaborczy, zabraniał jej spotykać się z przyjaciółmi. Eleni próbowała tłumaczyć córce, że to nie jest dobre uczucie, ale nastolatka broniła siebie i ukochanego. - Wiele razy kłóciłyśmy się o to - przyznawała piosenkarka. W końcu Afrodyta zerwała z Piotrem. Jednak on nie mógł się z tym pogodzić. Wciąż ją nachodził, mówił, że skoro nie chce być z nim, to nie będzie też z żadnym innym. Dziewczyna zaczęła się go bać. Powiedziała nawet koleżance, że obawia się, że stanie się coś złego.

Pewnego styczniowego dnia 1994 roku Piotr podjechał pod liceum plastyczne w Poznaniu, w którym uczyła się Afrodyta. Początkowo nie chciała wsiąść do jego samochodu, ale twierdził, że chce tylko chwilę porozmawiać. Był z inną kobietą, którą przedstawił Afrodycie jako swoją nową dziewczynę. To uśpiło czujność nastolatki. Wsiadła do samochodu i odjechali. Kiedy kilka godzin później nie wróciła do domu, jej mama zaczęła się niepokoić. O godzinie 22 odebrała telefon z żądaniem okupu.

Zawiadomiła policję, ale nie przypuszczała jeszcze, że stało się najgorsze. Tymczasem szantażysta chciał tylko zmylić trop śledczych, po tym, jak z zimną krwią zastrzelił Afrodytę w lesie, 80 kilometrów od Poznania. Strzelił dwa razy. Najpierw w skroń, a potem w serce.

Policja szybko zatrzymała Piotra, który od początku był jedynym podejrzanym. Podczas wielogodzinnego przesłuchania przyznał się do winy, lecz później wycofał się ze wszystkiego. Podczas procesu, który ruszył dokładnie w rocznicę śmierci Afrodyty, wielokrotnie zmieniał wersję wydarzeń. Prokurator jednak od początku żądał dla niego najwyższej kary 25 lat więzienia (karę śmierci już wówczas zniesiono, a dożywocia jeszcze nie wprowadzono). I tak się stało.

Po śmierci córki Eleni wpadła w depresję. - Do tego roku 1994 wszystko się pięknie układało, dom, rodzina. Ten dzień pamiętam do dziś, chociaż wiele rzeczy już się zatarło - wspominała piosenkarka, której w jednej chwili rozpadł się cały świat. Niespodziewanie sens życia pomogła jej odnaleźć właśnie Afrodyta, a dokładniej jej zapiski na temat uczucia, jakie łączyło ją z Piotrem, które piosenkarka odnalazła jakiś czas po śmierci córki w jej komputerze.

- Długo zastanawiałam się, co powinnam z tym zrobić - powiedziała Eleni w wywiadzie. - Postanowiłam spotykać się z młodzieżą, czytać im to i rozmawiać z nimi, żeby nauczyli się rozmawiać ze swoimi rodzicami. Od prawie 15 lat spotykam się z młodzieżą w szkołach. Kładę też nacisk, żeby słuchali tego, o czym mówią ich koleżanki i koledzy, bo często jest tak, że ktoś sygnalizuje, że coś się dzieje. Trzeba dociekać, z czym się męczy ta osoba. Jest naprawdę wiele takich przypadków. Młodzi ludzi przychodzą do mnie i zwierzają mi się z takich problemów - dodała piosenkarka.

Do odzyskania spokoju Eleni potrzebowała jeszcze jednego - przebaczyć Piotrowi. - Bez tego nie mogłabym żyć ani śpiewać - wyznała. Po wielu latach zadzwoniła do niego do więzienia. Nie była to łatwa rozmowa. - On zniszczył też swoje życie. Na początku był bardzo ostry, zaborczy, ale po wielu latach więzienia to już był inny człowiek, który okazał skruchę. Zastanawiał się, jakiego słowa użyć, żeby przeprosić, bo to słowo nawet nie opisuje tego, co on czuje. Kiedy to usłyszałam powiedziałam, że może coś dla siebie zrobić. Powiedziałam: zrób coś, żebyś stał się dobrym człowiekiem.

Piotr miał wyjść z więzienia dopiero w 2019 roku, ale został zwolniony dwa lata temu. Zmienił nazwisko i wyjechał do Berlina. Eleni chciała się z nim spotkać, ale, jak dotąd, jej się to nie udało...

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:

Dowiedz się więcej na temat: Eleni

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje