Przejdź na stronę główną Interia.pl

Ania Rusowicz: Ojciec obiecał, że przyjedzie. Nie przyjechał

W jej życiu nie brakowało dramatów, ale od 10 lat mąż pomaga jej walczyć z demonami przeszłości. To dzięki Hubertowi Ania uwierzyła w siebie i spełnia marzenia. Nie szuka już kontaktu z ojcem...

Tragiczna śmierć matki - Ady Rusowicz (†47), porzucenie przez ojca - Wojciecha Kordę (72), rozdzielenie z bratem Bartkiem (39)... Mimo tych życiowych traum Ania Rusowicz (33) z optymizmem patrzy w przyszłość. Nie ukrywa, że to kim jest i co osiągnęła, zawdzięcza w znacznej mierze mężowi - Hubertowi Gasiulowi (37). To on pomógł jej otrząsnąć się z bolesnej przeszłości.

Reklama

- Ma wielkie pokłady dobrej energii - wyjawia na łamach najnowszego wydania "Twojego Stylu" wokalistka. Zdradza także, jak narodziła się ich miłość.

Połączyła ich muzyka. Ania, jako córka dwójki artystów, którzy w latach 60. z zespołem Niebiesko-Czarni podbili polską scenę muzyczną, zawsze miała ją we krwi. Jednak zgodnie z życzeniem opiekunów - cioci i wujka, studiowała farmację. Przysypiała na wykładach, wiedząc, że praca w aptece nie będzie jej powołaniem. Tylko na scenie czuła się w swoim żywiole.

Gdy dołączyła do poznańskiego zespołu Dezire, dla wszystkich było oczywiste, że ma wielki talent. Jednak perkusista - Hubert - nie potrafił tego docenić. - Kłóciliśmy się non stop - wspomina Ania. - Kiedyś byłam na niego wkurzona i chciałam odejść z zespołu i wtedy dostałam wiadomość: "Kłócę się z tobą i zaczepiam, bo mi się podobasz i chcę się z tobą umówić". To było jak grom z jasnego nieba - zdradza piosenkarka.

W Hubercie Ania znalazła najpierw przyjaciela, który jak nikt inny potrafi ją rozśmieszyć, a potem mężczyznę, któremu mogła powierzyć swoje najgłębiej skrywane lęki i sekrety. Po śmierci matki 7-letnia Ania trafiła pod opiekę ciotki. Ojciec zatrzymał przy sobie jedynie syna, wkrótce też założył nową rodzinę, prawie nie kontaktując się z córką.

- Nie rozumiałam, dlaczego mnie nie odwiedza - wyznała Ania w książce Małgorzaty Puczyłowskiej "Być dzieckiem legendy". - Ciocia tłumaczyła, że wkrótce przyjedzie, że koncertuje. Boże, jak ja tęskniłam za domem - opowiedziała.

Gdy Ania rozpoczęła studia, by móc się utrzymać, pozwała ojca o alimenty. To jeszcze bardziej pogorszyło jej relacje z rodzicem. Kiedy po kilku latach stawiała pierwsze kroki na scenie muzycznej, na ojca nie mogła już liczyć. Gdy w kwietniu 2007 r. została żoną Huberta, do ołtarza w tym samym kościele w Dzierzgoniu, w którym przed laty pobierali się jej rodzice, prowadził ją wujek...

Z Hubertem u boku Ania rozkwitła jako kobieta. Na 30. urodziny mąż sprezentował jej garbusa oklejonego naklejkami słoneczników. Na co dzień rozśmiesza ją... tańcząc na golasa po kąpieli. Uskrzydlona miłością, w końcu zmierzyła się z największą traumą. Choć przez lata tego unikała, zaczęła słuchać utworów matki, oglądać jej występy. Odkryła, że w duszy gra jej ta sama muzyka.

W hołdzie dla mamy nagrała swój debiutancki album, "Mój Big Bit", który okazał się wielkim sukcesem. Rosnąca popularność córki nie spodobała się jednak Wojciechowi Kordzie, tym bardziej że Ania nie chciała występować z ojcem na tych samych imprezach.

Gdy organizatorzy jednej z nich zrezygnowali więc z Kordy, muzyk nie krył złości: "Oburzające jest dopuszczenie do sytuacji, gdzie foch młodej artystki jest powodem zerwania umowy z zasłużonym dla Polski wykonawcą", skomentował.

Ania nie szuka już z nim kontaktu. Marzy za to, by wspólnie z Hubertem stworzyć własną, szczęśliwą rodzinę. - Bardzo pragnę dziecka. Moje maleństwo będzie miało tatę, który skoczy za nim w ogień - zapewniła wokalistka. Perspektywa narodzin potomka cieszy jej męża. - Myślę, że najpierw zwariowałbym na jego punkcie, a następnie próbował wychować je na człowieka, który będzie taki, jaki chciałby być - stwierdził Hubert. Za 10 lat oboje chcieliby kochać się równie mocno.

Dowiedz się więcej na temat: Ania Rusowicz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje