Przejdź na stronę główną Interia.pl

Andrzej Wajda i Beata Tyszkiewicz: po latach okazuje się, że nie była na to gotowa!

Związek Beaty Tyszkiewicz (78 l.) i Andrzeja Wajdy (†90 l.) był jednym z najgłośniejszych w ówczesnym artystycznym światku. Ich romansem żyła cała Polska.

Chociaż w swoim długim życiu brał ślub aż cztery razy, najkrótsze z jego małżeństw do dziś wzbudza najwięcej emocji. Reżyser i aktorka Beata Tyszkiewicz poznali się w 1961 roku, na planie jego filmu Samson. Już wtedy ujął ją łagodnością. Był wyjątkowy, bo nigdy nie podnosił głosu na aktorów. Rok później razem polecieli na festiwal filmowy na Kubę.

Reklama

To właśnie w dalekiej Hawanie zaczęło między nimi kiełkować uczucie. Gorący klimat sprzyjał rodzącej się namiętności. Tam wyznali sobie, że chcieliby nie tylko razem pracować, ale i żyć. 

"Kiedy go spotkałam pierwszy raz, Andrzej był nieprawdopodobnie piękny. Wyglądał jak Paul Newman. I wszystko, co mówił, było mądre" - opowiada po latach aktorka.

Ich kolejne zawodowe spotkanie miało miejsce w 1964 roku, w znanym jej z dzieciństwa pałacu w Nieborowie, przy realizacji głośnych Popiołów. Pani Beata zagrała tam księżniczkę Elżbietę. Na filmowym planie już nie ukrywali, że są parą. 

"To spotkanie pogłębiło między nami miłość. Przepełniało mnie wielkie szczęście i nadzieja, że będę potrzebna temu niezwykle fascynującemu człowiekowi" - wspominała Tyszkiewicz.

Wtedy postanowili być razem, chociaż reżyser jeszcze był mężem malarki Zofii Żuchowskiej. Ożenił się z nią w 1959 roku, krótko po rozwodzie z Gabrielą Obrembą (†70), koleżanką ze studiów w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, gdzie studiowali malarstwo. Andrzej Wajda i Beata Tyszkiewicz cieszyli się już wtedy ogromną popularnością. Znajomi pary zgodnie przyznają, że była to prawdziwa miłość i wzajemna fascynacja. 

"Z Andrzejem byłam związana z miłości, a nie dlatego, że był reżyserem"- zastrzega pani Beata. - "Zresztą nigdy mi nie przyszło do głowy, żeby go prosić o rolę!".

Aktorka nie musiała tego robić, gdyż zasypywana była propozycjami od innych reżyserów. Wyjechała nawet do Indii, by zagrać w superprodukcji Aleksander i Chanakaya. Zaproponowano jej trzymiesięczny kontrakt i duże pieniądze. W tym czasie mieli ze sobą tylko kontakt listowny.

Andrzej Wajda napisał do ukochanej wiele przepełnionych miłością listów. Pani Beata trzyma je wszystkie do dziś. I chociaż chciano, żeby zagrała w kolejnych filmach i została w Indiach na stałe, w 1966 roku wróciła do Polski. Wkrótce jednak znów wyjechała, tym razem do Belgii. W tym czasie Andrzej Wajda przebywał służbowo w Londynie. Teraz nie pisali do siebie, lecz dzwonili.

Oboje już wtedy bardzo marzyli o dużym domu, w którym mogliby schować się po wyczerpującej pracy. Dlatego kupili dawny dworek Norwidów w miejscowości Laskowo-Głuchy, niedaleko Wyszkowa. Owocem ich miłości była córka Karolina (49 l.).

Dziecko było wcześniakiem, przyszło na świat po siedmiu miesiącach, w 1967 roku. Ponieważ rodzice dziewczynki nie mieli jeszcze wówczas ślubu, w karcie szpitalnej matki napisano: stan cywilny - panna. Podobno pan Andrzej był szczęśliwy, gdy został ojcem, ale też trochę rozczarowany, gdy zobaczył córeczkę.

"Andrzej chyba wtedy po raz pierwszy zobaczył małe dziecko" - śmieje się pani Beata. 

Aktorka namówiła ukochanego na ślub, który odbył się jeszcze w maju tego samego roku, zaledwie dwa miesiące po narodzinach córki. Długo byli nietypowym małżeństwem, bo więcej czasu spędzali oddzielnie niż razem. Aktorka wykorzystywała każdą chwilę spędzoną z reżyserem i czerpała z jego życiowego doświadczenia. Zawsze ją wzruszał swoją mądrością i wyobraźnią.  

"Andrzej był ode mnie starszy o 12 lat. Miał za sobą już dwa małżeństwa. W naszym związku nigdy nie było punktu zwrotnego. Coś nadchodziło powoli, ale systematycznie. Aż zagnieździła się zupełna bezsilność..." - opowiada pani Beata po latach.

Wtedy pojawił się w niej wewnętrzny bunt. Może jeszcze nie była gotowa na poważny związek ze starszym mężczyzną? 

"Andrzej był czułym, delikatnym mężem, ale ja wtedy byłam stanowczo za młoda, żeby to docenić!" - przyznaje aktorka. 

W końcu uznała, że takie małżeństwo nie ma sensu. To ona podjęła decyzję o rozstaniu, mimo krytyki ludzi z branży, ale przede wszystkim własnej matki. Andrzej Wajda wyszedł z mieszkania w środku nocy, z jedną walizką, w piżamie i domowych pantoflach... Formalnie małżeństwem byli zaledwie półtora roku.

"Potem wiele razy brakowało mi Andrzeja. Popełniamy czasem błąd, który potem odmienia całe nasze życie...". 

Kiedy już nie byli razem, aktorka - jakby nic się nie stało - zgłosiła się na próbne zdjęcia do jego filmu Polowanie na muchy. Reżyser ją odrzucił. W 1974 roku, podczas pracy nad przedstawieniem Biesów w krakowskim Starym Teatrze, Andrzej Wajda poznał scenografkę Krystynę Zachwatowicz (86 l.).

Stworzyli wspaniały duet w życiu i pracy. Wkrótce pani Krystyna zaczęła się pojawiać w epizodycznych rolach w filmach męża. W środowisku mówiło się, że związek dwóch wybitnych twórców nie przetrwa próby czasu, stało się jednak inaczej. Krystyna Zachwatowicz była z nim do samego końca... Niedawna śmierć byłego męża głęboko poruszyła Beatę Tyszkiewicz. 

"Zawsze będę go nosić głęboko w sercu" - mówi z nostalgią wielka dama polskiego kina. 

Dowiedz się więcej na temat: Andrzej Wajda | Beata Tyszkiewicz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje